Gulliver’s Travel – byłem – widziałem.

Jak to w święta na emigracji (Boxing Day) – nie ma co robić. Wybraliśmy się do kina – a co tam. Gulliver Travels grali – funkiel nówka. Film … mhm. Taki sobie – nie to dobry, ni to zły. Oczywiście Jack Black jakt o Jack Black – wypas. Nie tak dobry też jak w kilku innych filmach ale spoko. Musiał oczywiście być akcent rokowo koncertowy na samym końcu, który… no był potrzebny jak świni siodło, ale musiał być.

Wszystko fajnie było tylko jakiś idiota przyprowadził chyba 3 letniego dzieciaka, który biegał przez 2/3 seansu. Ktoś musiał go podpierdolić, bo przyszli z obsługi i się uspokoił trochę.

Później zachaczyliśmy o Pizza Hut … nawet niezłe żarcie – byłem tam pierwszy raz. W drodze powrotnej oczywiście korki bo jakiś mecz też był w tym czasie i się załapliśmy na odstanie 20 min przy wyjeździe. A … co ciekawe – w Pizza Hut zero wystroju świątecznego – muzułmanie pewnie by się obrazili. Ach ta ich pojebana poprawność …

No related posts.

Bywa fajnie

Skomentuj, jeżeli Ci się podoba skomentuj albo subskrybuj rssy

Komentarz

Musisz być zalogowany żeby komentować